Fort grozy – Adam Nasielski

Posted on     Reviewed by     Leave a comment    Posted in: ,

Details

Tytuł Fort grozy
Autor Adam Nasielski
Liczba stron 206
Rok wydania 2016
Wymiary 130x200
ISBN 9788365499165
Wydawnictwo Wydawnictwo CM

Niedawno przeczytałem 300-letniego Defoe w 150-letnim tłumaczeniu. Lektura była wielką przyjemnością i przypomniała mi, że to co stare nie musi być złe. Z wielką ciekawością zasiadłem więc do lektury powieści sensacyjnej stworzonej w 1932 roku przez Adama Nasielskiego.

 

Autor urodził się w Warszawie w 1911 roku, był najbardziej płodnym twórcą polskich kryminałów okresu międzywojennego, a jego utwory tłumaczono na wiele języków. Po wojnie osiadł w Australii, gdzie nadal pisał. Jego twórczość w latach pięćdziesiątych została objęta cenzurą, przez co na nowo odkryć go można było dopiero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Nasielski zmarł w 2009 roku, jest pochowany u stóp Góry Kościuszki.

 

Przybliżyć twórczość autora postanowiło Wydawnictwo CM publikując jego powieści zarówno w cyklu „Kryminały przedwojennej Warszawy”, jak i w „Cyklu autorskim Adama Nasielskiego”. Z tego drugiego właśnie pochodzi „Fort grozy”, który był moim pierwszym spotkaniem z pisarzem.

 

Do lektury dodatkowo zachęcił mnie opis znajdujący się z tyłu książki. Przedstawiono w nim tajemniczy fort Ołonec, w którym przeprowadzane są tajemnicze eksperymenty. Do świata zewnętrznego nie dochodzą żadne informacje. Wszyscy szpiedzy są natychmiast wyłapywani i z miejsca likwidowani.

 

Po bardzo enigmatycznym prologu znajdziemy się w biurze Ministra, który dowiaduje się, że właśnie zginął jego czwarty szpieg mający zinfiltrować twierdzę. Zmuszony jest sięgnąć po piątą osobę z listy.

 

Biuro ministra naszpikowane jest niespodziankami dla ewentualnych szpiegów. Na środku pokoju stoi przymocowane do podłogi krzesło, nad którym wisi ciężki żyrandol. Wystarczy naciśnięcie jednego przycisku, by spadł on na siedzącego przed ministrem wroga. Jednak przewidujący napaść urzędnik ma przygotowanych znacznie więcej pułapek. Niestety przeciwnicy są równie sprytni i bardzo zdeterminowani.

 

Decyzją ministra do Ołonca trafi najlepszy polski szpieg – Adam Rawski, który ma za zadanie wykraść z fortu tajne formuły chemiczne.

 

Od samego początku nic nie jest ani proste, ani oczywiste. Każdy może być zdrajcą i w zasadzie większość postaci nimi jest. Od samego początku akcja gna na złamanie karku. Jej zwrotów w niespełna dwustustronicowej książce jest więcej, niż we wszystkich moich opowiadaniach razem wziętych i doprawdy ciężko za tym wszystkim nadążyć. Dawałem radę, ale wiązało się to z nielichym wysiłkiem. Gdy dotarłem do końca – odetchnąłem z ulgą. Suspens na końcu wykończył mnie całkowicie.

 

Rawski miał niezwykle trudne zadanie, widmo śmierci wisiało nad nim wielokrotnie, a czy udało mu się wypełnić misję, jaką postawił przed nim minister – możecie dowiedzieć się sami, czytając „Fort grozy”. Pozostaje pytanie: czy warto?

 

Moim zdaniem nie. Po lekturze pokiwałem z niedowierzaniem głową i dopiero uświadamiając sobie, że autor miał ledwie 21 lat pisząc swoją powieść zdołałem go w jakimś stopniu usprawiedliwić. Akcja toczy się szybko, ale na dodatek jest przeraźliwie chaotyczna. Zamiłowanie autora do zaskakiwania czytelników przeraziłaby Hitchcocka. Tu na początku mieliśmy wzorcowe trzęsienie ziemi, ale potem następowały wstrząsy wtórne, uderzało tsunami, a do tego były jeszcze trąby powietrzne, spadające asteroidy i wybuchy wulkanów. Przerw na odetchnięcie autor nie przewidział. Całość napisana była wręcz grafomańsko. Postaci papierowe i płytkie, do tego przeraźliwie naiwne. Ja rozumiem, że to były inne czasy i inaczej ludzie się zachowywali, ale mam wrażenie, że czytając inne książki pisane w tamtych czasach nie czułem aż takiego dysonansu w stosunku do teraźniejszości.

 

Czarne charaktery nie przerażały, twierdza do której nie sposób było się dotąd dostać, nie stanowiła problemu dla dwójki polskich marynarzy, którzy chodzili po korytarzach praktycznie niezauważeni.

 

Wszystko to było raczej śmieszne niż straszne, a grozę widziało się jedynie w tytule, choć autor wielokrotnie usiłował przekonać czytelnika, jak to strasznie jest za murami Ołonca.

 

Niestety nie popisało się też wydawnictwo, któremu całkiem rozjechał się skład książki. Pewnie większość czytelników nie zwróci na to uwagi, ale wiele stron zaczyna się tzw. „bękartem” (bądź nie do końca prawidłowo tzw. „wdową”), czyli niepełnym wersem kończącego się akapitu. Niby nic poważnego, ale w przypadku tego dość kiepskiego dzieła przelewa czarę goryczy.

 

Nasielski mnie nie przekonał młodzieńczy zapał nie został poparty warsztatem, a najciekawszą częścią książki jest wstęp autora wyśmiewającego ukrywanie przez współczesnych zamiłowanie do kryminałów.

 

Jednak jest fragment dla którego nie żałuję, że poświęciłem „Fortowi grozy” kilka godzin życia. Oniemiałem, gdy bohaterka powieści zaproponowała polskiemu Jamesowi Bondowi, czyli Adamowi Rawskiemu seks u niej. Ujęła to takimi słowami, że mimo wszystko zachęcam do zerknięcia do książki (na stronę 193), na więcej szkoda Waszego czasu.

Dodaj komentarz